środa, 29 czerwca 2016

Rosemary

Uśmiechnęłam się na widok Meg.
- Paczcie Państwo... Oto Megan, zwana wśród miejscowych Rudą Panią z Piekła - Zaśmiałam się, patrząc na dziewczynę. - Po co ubierałaś sukienkę? - zmarszczyłam brwi, jednocześnie zapinając czarną bluzę. - Jedziemy ją tylko odwieźć a nie zwiedzać miasto. Chociaż jak chcesz, to możemy tam chwilę posiedzieć. Zdążymy wjechać do matki tego chłopaka i powiedzieć, że to co zabiło jej syna, już nie istnieje - wstałam z kanapy, uderzając o drewnianą podłogę podeszwami ciężkich traperów. - Alice? Idziemy - powiedziałam do dziewczyny, pijącej kakao w kuchni.
- Ładnie tutaj - powiedziała brunetka, patrząc przez okno na las.
- Mam na sobie sukienkę, bo to wylosowałam - mruknęła do mnie Meg.
- Jak chcesz - machnęłam obojętnie ręką i wyszłam na dwór. Zarzuciłam na głowę obszywany futerkiem kaptur, po czym skierowałam się do samochodu. - Pod wieczór ma być chłodniej - powiedziałam z troską w głosie. - Dlatego się pytałam. najwyżej dam ci swoją bluzę. Alice? Wsiądziesz na pakę. Trochę tu tłoczno z przodu - uśmiechnęłam się do dziewczyny zza szyby samochodu.

I raz powiedziałeś "Życzę ci śmierci, grzeszniku"
Nigdy nie będę niczym więcej niż tylko wilkiem czekającym pod Twoimi drzwiami na obiad,
I jeśli zobaczę cię w okolicy jak ducha w moim mieście, ty kłamco
Odejdę z twoją głową, zostawię cię na śmierć, panie.


Zamarłyśmy, słysząc wysoki, dziecięcy wręcz głos, niesiony przez echo lasu.
- Wsiadaj! Szybko - Krzyknęła Megan. Chyba po raz pierwszy słyszałam jak podniosła na kogoś głos. Oszołomiona brunetka stała w miejscu. Wyskoczyłam z samochodu i dosłownie wrzuciłam ją na pakę samochodu. Weszłam za kierownicę, trzaskając drzwiami. Z całych sił przycisnęłam pedał do podłogi.
-Przykryj się tym i nie wychylaj - rzuciłam dziewczynie z tyłu kraciasty koc.
- Co się dzieje? - Pyta zdezorientowana.
- Leż! - Krzyknęłyśmy we dwie.
- Zbliża się? - Spytałam, patrząc na drogę. Megan wyglądała nerwowo przez okno.
- Nie ma nikogo. Chyba... - Oczami wyobraźni widziałam jak mruży powieki, wypatrując białego futra pośród drzew.
- O co chodzi? - Pyta dalej Alice.
- Kiedyś ci wyjaśnimy. Póki co musimy wydostać się z lasu - rzuciłam chłodno. - Teraz leż do jasnej cholery - warknęłam, biorąc zakręt. - I trzymaj się czegoś - dodałam po chwili.
- Możesz jechać szybciej? - Spytała zaniepokojona Megan. - Chyba coś widziałam.
- Fuck fuck fuck - mruczałam pod nosem, próbując wycisnąć więcej z starego gruchotka. - Nie mogę - pokręciłam głową. - Módlmy się, aby ci się tylko przewidziało - westchnęłam, po czym krzyknęłam, z całej siły wciskając hamulec. W powietrzu zawisł zapach palonej gumy.
- Jezu! - Krzyknęła Alice, uderzając twarzą  szybę za moimi plecami. Na szczęście była z plastiku a nie szkła. -Co jest? - Nie odpowiedziałyśmy.Obie wpatrywałyśmy się w białego wilka, stojącego ze spokojem na środku drogi.
- Wycofaj... - Szepnęła Megan, patrząc na zwierzę z przerażeniem. Otrząsnęłam się z chwilowego paraliżu i spokojnie sięgnęłam do skrzyni biegów. Nawet Alice wyczuła powagę sytuacji i siedziała cicho. Sztywną ręką zmieniłam bieg na wsteczny, kiedy wilk rzucił się w naszą stronę. Wcisnęłam pedał gazu, ale samochód stanął. Zanim wilk doleciał do naszej szyby, rozwiał się w kłębach białego dymu.
- C-co...? - Wydukała Megan, patrząc na drogę zesztywniała.
- To tylko ostrzeżenie Opiekunki - powiedziała dziewczynka z czarnymi, prostymi włosami, stojąca tuż koło mojej szyby. Podskoczyłam, odwracając się do niej. Patrzyła na mnie lodowatymi, błękitnymi oczami. Jej skóra była mlecznobiała, c mocno kontrastowało z sukienką w kolorze czerwieni. - Następnym razem nie będę taka łaskawa - spojrzała na Alice na tyłach samochodu i odeszła w las, nucąc cicho jaką piosenkę, by po chwili rozpłynąć się w powietrzu. Patrzyłyśmy na nią zaszokowane, kiedy pickup sam zaczął jechać do tyłu. Zdjęłam nogę z gazu i wyłączyłam go. Oparłam czoło o kierownicę, starając się uspokoić oddech.
- Ale bagno - podsumowała Megan, blada jak ściana.
- No - mruknęłam pod nosem.
***
- Kilka lat temu Sonya nam pomagała - zaczęłam wyjaśniać wszystko Alice, siedząc na krawężniku przed lodziarnią.  Słońce świeciło, więc już dawno pozbyłam się ciepłej bluzy, na której siedziała Megan. - Była młoda... Miała jedenaście lat, ale była wilkołakiem. Lubiła grać z przeznaczeniem. Trochę za bardzo. W końcu... Zabroniłyśmy jej z nami chodzić. Aby ją do nas zrazić, powiedziałyśmy, że jest tylko psem i nikim więcej.
- Ty powiedziałaś - mruknęła Ruda, chrupiąc wafla. Pokiwałam głową.
- Ja jej to powiedziałam. Byłam okrutna, ale to naprawdę niebezpieczne nam pomagać. Sama widziałaś - westchnęłam, podciągając kolana pod brodę. - Potem... Poszła za nami, a ja w złości powiedziałam, że chcę aby umarła. Pech chciał, że wtedy kreatura, którą myślałyśmy, że zabiłyśmy... No... Nie była martwa - kontynuowałam. - Zabiła ją - szepnęłam. - Stąd ta krwawa sukienka. I... Teraz ona chce się na nas zemścić. Od czasu do czasu lubi pozabijać kilka osób. Ale jest zbyt potężnym duchem jak dla nas. Musimy czekać na odpowiedni moment, kiedy będzie słaba.
- Czyli ona jest duchem tak? Czego jeszcze chce oprócz waszej śmierci? Czemu spojrzała się też na mnie? - Spytała zdezorientowana brunetka.
- Bo... - Próbowałam przełknąć ślinę, ale suchy język uderzył o podniebienie.  - Zapewne chce też twojej śmierci... Ale jesteś w niebezpieczeństwie tylko, kiedy jesteś w lesie. Nie może wychodzić poza jego obszar - uspokoiłam ją, widząc przerażenie na jej twarzy. - Więc nie masz się czego bać. - Zdałam sobie sprawę z tego, jak to głupio zabrzmiało. - Ten duch jest po prostu bardzo zazdrosny - westchnęłam, opadając plecami na chodnik. - Nie wchodź sama do lasu.
- A wy? - Spytała brunetka.
- My sobie z nią poradzimy... Kiedyś tam... Póki nas nie zabije - spojrzałam na Megan. - Na szczęście lubiła dużo śpiewać...  A w lesie niesie się straszne echo.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz