Zmierzyłam krytycznym wzrokiem pogodę na dworze.
- Jest lepiej - ulewa zamieniła się w delikatną mżawkę, a to już byłam w stanie znieść. Założyłam nieśmiertelną szarą bluzę, z białym futerkiem w środku i ruszyłam do samochodu. Wsiadłyśmy we dwie, po czym ruszyłyśmy do miasta. - Dzieciaki są głupie - stwierdziłam, obserwując las. - Przypomnij mi, czemu mamy ratować ich niewdzięczne dupska? - spytałam, poprawiając tylnie lusterko.
- Zło i demony - przypomniała mi Megan. - Jesteśmy opiekunami.
- Wiem - Westchnęłam, skupiając się na drodze. Między nami królowała cisza. Żadna z nas nie lubiła się specjalnie odzywać, szczególnie kiedy jechałyśmy do miasta po informacje. Włączyłam radio. Stukałam palcem w rytm spokojnej muzyki.
"Nie ma już nikogo na świecie
Strzelam zawsze pierwszy
Nie przejmuję się jeśli upadnę
W dół, w dół, w dół
Mam w głowie głos, który wciąż śpiewa
Och, moje serce jest miastem duchów"
Uśmiechnęłam się mimowolnie, słysząc tekst piosenki. Zrobiłam trochę głośniej i zaczęłam gwizdać.
- Jeleń! - Zawołała nagle Megan. Odruchowo wcisnęłam hamulec a pasy wbiły się głęboko w moją pierś. Z cichym jękiem uderzyłam plecami w oparcie fotela. Zobaczyłam czarne oczy zwierzęcia, stojącego na środku drogi. Patrzyło na nas wystraszone, po czym uciekło dalej w las.
- Dzięki - wydukałam trochę blada - Głupie zwierzęta - Westchnęłam by trochę się uspokoić. - Zawsze wpychają się pod maskę - Wyjechałyśmy z lasu.
- Musisz się obudzić - powiedziała spokojnie, patrząc na mnie. Widziałam to kątem oka. - Byłaś rozkojarzona.
- Wiem - Westchnęłam. - Zamyśliłam się - Odparłam. Po dziesięciu minutach byłyśmy przed liceum. - Nienawidze tego miejsca - Mruknęłam pod nosem, mierząc brzydki, stary budynek wymalowany bladozieloną farbą. - Wylęgarnia kłamców i tłumoków.
- Przestań - Meg zmarszczyła brwi. - Mamy tam tylko iśc po informacje. Bądź miła - spojrzała na mnie błagalnie.
- Postaram się - skinęłam głową. Podeszłyśmy do drzwi. Akurat trwały lekcje. Zakupałam do pokoju dla woźnych.
- Tak? - Warknął starszy pan, z kępkami siwych włosów na głowie. Ciemnoniebieski kombinezon był na niego o wiele za duży i wyglądał jak worek na ziemniaki.
- Szukamy klasy drugiej c - odpowiedziałam, starając się zachować spokój.
Drugie piętro. 210 - mruknął mężczyzna i wrócił do oglądania serialu. Skinęłam głową na Meg i poszłyśmy we wskazane miejsce. Zdecydowanym ruchem zapukałam do drzwi, po czym nie czekając na odpowiedź, weszłam do środka.
- Co to ma być? - Spytała zbulwersowana nauczycielka. Unosiłam brwi zdziwiona. Nie widziałam jej tu wcześniej. Czyżby nowa?
- Witam i przepraszam za przeszkadzanie w lekcji. - Podeszłam do niej sprężystym krokiem,ściągając po drodze okulary przeciwsłoneczne. - Przyszłam porozmawiać w sprawie śmierci Petera.
- Odpierdolcie się od tego wariatki - zawołał Markus. Nasz ulubieniec. Największy gnojek w całym mieście. Jego ojciec jest dokładnie taki sam, o ile nie gorszy. Zawsze miał coś "arcyciekawego" do opowiedzenia.
- Cisza Castellan - Zarządziła surowo kobieta, marszcząc brwi. - Co chcecie zrobić?
- Jedynie porozmawiać - wtrąciła się niepewnie Meg. Zdziwiłam się, że w ogóle się odezwała. Zazwyczaj siedziała w takich momentach cicho. Pokiwałam głową, potwierdzając jej słowa.
- To nie zajmie długo, o ile wszyscy zgodzą się współpracować - Spojrzałam na klasą surowym wzrokiem. Odpowiedziały mi nieruchome twarze. W ostatnich rzędach jakieś dzieciaki się wygłupiały. Ktoś inny pisał pod ławkami, pewnie aby napisać, że "Wariatki interesują się Peterem".
- Rose... Mary... - poczułam jak ktoś szturcha mnie w moje ramię. Ocknęłam się z zamyślenia i zauważyłam, że wszyscy czekają aż cokolwiek powiem.
- Em.. - Zaczęłam, po czym wzięłam się w garść. - Jak wiecie wasz przyjaciel Peter nie żyje - zaczęłam jak zawsze, opierając sie jednym biodrem o biurko. - Każdy kto brał udział w wywoływaniu demona niech się przyzna. Nie będzie żadnych konsekwencji - dopiero teraz zauważyłam, że młoda nauczycielka gdzieś zniknęła. Pewnie wyszła na korytarz by nas nie krępować. - Musimy zebrać informacje zanim komuś jeszcze stanie się krzywda. - Odpowiedziała mi twarda cisza.
- Odwalcie się - warknęła blondynka z drugiej ławki.
- Wypierdalać z miasta - rzucił ktoś inny. W klasie zaczął robić się posępny szum. Uderzyłam pięścią w biurko i nastała cisza.
- Zamknąc ryje - Warknęłam, po czym potarłam nasadę nosa. - Cisza. Musimy wiedzieć chociaż gdzie to było...
- Ja wam pomogę - niska, drobna brunetka wstała z miejsca, przełamując zgodę milczenia. Pokiwałam głową.
- Ktoś jeszcze? - Spytałam, pokazując dziewczynie, że ma podejść. Nie widziałam jej tu wcześniej, więc być może też była nowa. Nie znała jeszcze zasad panujących wobec nas w tym mieście. Nikt więcej się nie zgłosił. Objęłam dziewczynkę ramieniem i wyszłyśmy w trójkę na korytarz. Ruda zamknęła drzwi.
- Pożyczamy koleżankę na jakiś czas - powiedziałam, mijając kobietę. Puściłam dziewczynę i szłam dalej prze siebie, nie zwracając uwagi na protesty za plecami. - Jesteś nowa? - Spytałam, nie mogąc powstrzymać ciekawości. Ona tylko pokiwała głową.
- Byłam na tej imprezie, by kogoś poznać. Nie wiedziałam, że to tak się skończy - szepnęła.
***
Po pół godzinie stałyśmy w pobliżu wodospadów. Niedaleko od krańca skalnej półki stał dome. To tam przyzywali duchy. Weszłyśmy do środka. Na ścianach dalej było pełno krwi. Dodatkowo wnętrze roiło się od much. Policja również zostawiła po sobie slady w postaci czarno-żółtej taśmy.
- Nie wiem czy powinnyśmy... - zaczęła dziewczyna, widząc ją. Rzuciłam na to okiem i wzruszyłam ramionami.
- Możemy - zapewniłam ją. - Opowiedz co się tu stało - poprosiłam ją. Dziewczyna zaczęła wszystko od początku. Zaczynałam tracić cierpliwość. Zaczęłam rozglądac się dookoła, by szukać czegokolwiek. Ruda za to słuchała z zainteresowaniem, wychwytując jak najwięcej szczegółów. Przyłączyłam się do słuchania dopiero, kiedy doszło do uwolnienia się demona. Wskazała nam konkretne miejsca, gdzie co się działo.
- Wyjdziesz na dwór? Zaraz dołączymy - powiedziałam do niej i lekko wypchnęłam ją na zewnątrz. Po chwili zostałam sama z Megan. - Sukkub? - Spytałam, wspominając jej słowa o "Czymś jakby kobiecie, ale z rogami".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz