piątek, 17 czerwca 2016

Rosemary

- Nie drzyj się - mruknęłam, mijając ją. - Łeb mnie napierdala - wsiadłam za kierownicą i oparłam o nią czoło. Meg wsiadła obok mnie, a brunetka (Alice jak się okazało), siedziała przy drzwiach, wpatrując się ze mnie wyczekująco.
- Więc? - Spytała ponownie tym denerwujacym tonem.
- To byl Sukkub. Demonica z piekła, którą twoi koledzy z mózgiem rozmiarów orzeszka postanowili przyzwać - zaczęłam kąśliwie, wyjeżdżając gwałtownie. Zawróciłam, aż nami zatrzęsło i szybko wjechałysmy w las. - Pewnie ten zabity chciał ją zmacać. My jesteśmy wariatkami z lasu, robiącymi sobie żarty. Przynajmniej wobec mieszkańców miasteczka - przy gwałtownym zakręcie dziewczyna uderzyla ramieniem w drzwi. Jęknęła orzy tym, ze strachem wpatrując się w drogę. - Naprawdę sprzątamy po was i waszych wybrykach. I ratujemy wam skórę - zwolniłam, uspokajając się. Odetchnęłam głęboko, otwierając okno. - Wjedziemy wcześniej do domu -powiedziałam. - Musimy się przebać, zanim pojedziemy cię odwieźć do domu. Jeszcze jedno... Nie mów nikomu o tym, co widziałaś. Nie zmieniaj stosunku do ludzi w szkole i przede wszystkim... Nie broń nas - spojrzałam na nia szybko, po czym wróciłam do prowadzenia. - Zachowuj się jak oni. Ale pomagaj czasem, jeśli nie masz nas za wariatki. Nie odpowiadaj teraz. Namyśl się -ponuro zaczęłam stukać w kierownicę, po czym włączyłam radio.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz